Kids First

Szanujemy wizerunek naszych dzieci.
Media społecznościowe prowadzimy bez wykorzystywania go.

Znajdź nas na
Facebook - Bielany Facebook - Praga Instagram
☎ BIELANY
  /  Strefa wiedzy   /  Dwujęzyczny żłobek: czy warto, jeśli dziecko dopiero zaczyna mówić po polsku
Dziewczynka ogląda książkę obrazkową w sali żłobka Kids First

Dwujęzyczny żłobek: czy warto, jeśli dziecko dopiero zaczyna mówić po polsku

„Chodzi do dwujęzycznego żłobka od pół roku i nie powiedział mi ani jednego słowa po angielsku.” Pytanie, czy dwujęzyczny żłobek warto wybrać, rozstrzyga się nie na tym, ile dziecko mówi, tylko na tym, co placówka rozumie przez słowo „dwujęzyczny”: czy angielski jest przedmiotem w planie dnia, czy językiem, w którym ten dzień się toczy. To dwa zupełnie różne produkty za bardzo podobne pieniądze.

Poniżej rozdzielamy pojęcia, które w folderach są jednym słowem, i podajemy pytania, po których poznasz różnicę w piętnaście minut rozmowy.

„Dwujęzyczny” znaczy dziś cztery różne rzeczy

Rodzic czytający strony placówek trafia na cztery określenia, które brzmią jak synonimy, a opisują zupełnie różny poziom kontaktu z językiem.

Lekcje angielskiego. Dwadzieścia minut, dwa razy w tygodniu, prowadzone przez osobę, która przychodzi z zewnątrz. Dziecko poznaje słowa, zwykle kolory, zwierzęta i liczby. Poza tymi dwudziestoma minutami w sali mówi się po polsku.

Native speaker. Informacja o tym, kto prowadzi zajęcia, a nie o tym, ile ich jest. Native speaker prowadzący dwie lekcje w tygodniu daje dziecku mniej kontaktu z językiem niż polska opiekunka, która mówi po angielsku przez cały dzień.

Immersja. Język jest tłem codzienności, a nie tematem zajęć. Dziecko słyszy angielski przy posiłku, przy ubieraniu, przy sprzątaniu zabawek, w piosence przed leżakowaniem. Nie ma momentu, w którym „zaczyna się angielski”, bo on się nie kończy.

Dwujęzyczność. Stan, w którym człowiek funkcjonuje w dwóch językach. To nie jest usługa, którą kupuje się razem z miejscem w żłobku. Placówka może dołożyć do niej duży kawałek, ale sama jej nie wytworzy w rok.

W Kids First czesne obejmuje realizację podstawy programowej i immersję języka angielskiego w grupach dwujęzycznych. To zdanie stoi w naszych cennikach i to jest zobowiązanie do trzeciego punktu z tej listy, nie do czwartego.

U dwulatka mierzysz rozumienie, nie mówienie

Najczęstszy powód rozczarowania jest taki: rodzic sprawdza efekt pytaniem „powiedz mamie po angielsku”, a dziecko milczy. Z tego wyciąga wniosek, że pół roku poszło na marne.

Tymczasem u dziecka, które dopiero buduje pierwszy język, rozumienie wyprzedza mówienie i robi to z dużym zapasem. Dziecko najpierw wie, co znaczy „time to clean up”, i zaczyna zbierać klocki, a dopiero dużo później samo tego zwrotu użyje. Widać to najpierw w reakcji na polecenie, potem w pojedynczych słowach wplecionych w polskie zdanie, na końcu w całych frazach.

Dlatego jeśli chcesz sprawdzić, czy immersja działa, nie pytaj dziecka. Popatrz, czy reaguje, gdy opiekunka mówi coś po angielsku, nie tłumacząc tego od razu na polski.

Immersja jest funkcją liczby dorosłych w sali, a nie liczby lekcji

To jest zdanie, które robi największą różnicę przy wyborze, a prawie nigdy nie pada na stronach placówek. Jeśli angielski ma być tłem dnia, ktoś musi w tym języku mówić do dziecka przez ten dzień. W grupie, w której na jedną osobę dorosłą przypada kilkanaścioro dzieci, nie ma z kim rozmawiać w żadnym języku, nie tylko w obcym.

U nas wygląda to tak:

  • Żłobek na Bielanach: 14 dzieci w grupie, dwoje lub troje opiekunów, dzień od 7:30 do 17:30.
  • Żłobek na Pradze Północ: 16 dzieci, troje opiekunów, dzień od 7:30 do 18:00.
  • Przedszkole na Pradze Północ: grupy integracyjne, 15 do 16 dzieci, dzień od 7:30 do 18:00.

Przy takiej obsadzie da się mówić do konkretnego dziecka, a nie do sali. Immersja zaczyna się dokładnie tam: w tym, że jest komu powiedzieć „your turn” akurat wtedy, gdy dziecko sięga po łyżkę.

W grupie mieszanej wiekowo języka uczy nie tylko dorosły

Nasze grupy żłobkowe są mieszane wiekowo, od dwudziestego tygodnia życia do trzech lat. To decyzja o organizacji dnia, ale ma skutek językowy, o którym rzadko się mówi.

Roczne dziecko obserwuje dwulatka, który już rozumie polecenia i reaguje na nie. Dwulatek pokazuje, co się robi, gdy pada „snack time”. Młodsze dziecko nie uczy się wtedy słowa, tylko sytuacji, do której to słowo należy, a to jest znacznie trwalsze niż lista słówek.

Dziecko układa figurki zwierząt na macie w sali żłobka Kids First

Ten sam mechanizm działa w przedszkolu, gdzie w grupach integracyjnych są dzieci od 2,5 do 5 lat.

Angielski nie zabiera dziecku polskiego

To jest najczęstsza obawa, jaką słyszymy w rozmowach rekrutacyjnych: że drugi język opóźni mowę, zwłaszcza u dziecka, które i tak mówi mało.

Nie jesteśmy od stawiania diagnoz i nie zastąpimy logopedy. Możemy natomiast powiedzieć, jak to kontrolujemy: w obu placówkach co roku prowadzimy przesiewowe badania logopedyczne, a w przedszkolu dochodzi do tego grupowa terapia logopedyczna. W czesne wliczona jest też opieka psychologa. Jeżeli rozwój mowy dziecka budzi wątpliwości, dowiadujemy się o tym z badania, a nie z wrażenia opiekunki pod koniec roku.

Jeśli więc martwisz się o mowę, kryterium nie brzmi „czy tu jest angielski”, tylko „czy ktoś tu regularnie sprawdza, jak moje dziecko mówi po polsku, i powie mi o tym wcześniej niż za rok”.

Angielskiego uczą u nas native speakerzy i lektorzy po filologii, wszyscy na pełny etat

To jest pytanie, na które większość placówek odpowiada jednym słowem w folderze. U nas odpowiedź brzmi tak: w żłobkach angielskiego uczą native speakerzy, a w przedszkolu lektorzy po filologii angielskiej, wszyscy zatrudnieni na pełny etat, po osiem godzin dziennie.

Ta ostatnia liczba jest ważniejsza, niż wygląda. Osoba na pełnym etacie jest w placówce przez cały dzień: przy śniadaniu, przy ubieraniu do ogrodu, przy sprzątaniu zabawek i przy pożegnaniu. Osoba dochodząca na zajęcia jest przez czterdzieści minut w tygodniu. To jest cała różnica między immersją a lekcjami, opisana wyżej, tylko przełożona na umowę o pracę.

Dziecko słyszy angielski przez cały dzień, a nie tylko przez osiem godzin jednej osoby: kiedy jej dzień pracy się kończy, grupa łączy się z inną, w której też pracuje native speaker albo lektor. Osoba od angielskiego nie mówi do dzieci po polsku, nawet jeśli zna polski.

Dlatego pytając o angielski w dowolnej placówce, warto zapytać nie o to, czy jest native speaker, tylko ile godzin dziennie ta osoba jest w sali.

Cztery pytania, które odsłaniają prawdziwy poziom dwujęzyczności

Niezależnie od tego, czy rozmawiasz z nami, czy z placówką po drugiej stronie miasta, te cztery pytania rozstrzygają więcej niż cały folder:

  1. Ile godzin dziennie dziecko słyszy angielski i od kogo? Odpowiedź „dwa razy w tygodniu po dwadzieścia minut” opisuje lekcje, nie immersję. Obie rzeczy mogą być w porządku, ale kosztują inaczej i dają co innego.
  2. Kto mówi po angielsku: osoba prowadząca zajęcia czy opiekunki z sali? To rozstrzyga, czy język jest wydarzeniem w planie dnia, czy tłem tego dnia.
  3. Co się dzieje, gdy dziecko nie rozumie polecenia po angielsku? Jeśli placówka natychmiast tłumaczy wszystko na polski, dziecko szybko uczy się czekać na polską wersję i przestaje słuchać angielskiej.
  4. Ile dzieci przypada na jedną osobę dorosłą w sali? Wszystkie powyższe odpowiedzi zależą od tej jednej liczby.

Najczęstsze pytania rodziców

Czy warto posłać dziecko do dwujęzycznego żłobka?

Warto, jeśli placówka prowadzi immersję, czyli mówi do dziecka po angielsku przez cały dzień, a nie tylko podczas zajęć. Przy dwóch lekcjach w tygodniu efekt jest znikomy.

Czy dwulatek naprawdę nauczy się angielskiego w żłobku?

Nie wyjdzie ze żłobka dwujęzyczny i żadna placówka nie powinna tego obiecywać. Zbuduje natomiast osłuchanie, rozumienie prostych poleceń i brak lęku przed obcym językiem, a to jest kapitał, z którego korzysta się przez następne lata.

Czym różni się żłobek dwujęzyczny od językowego?

Żłobek językowy prowadzi naukę języka jako zajęcia. Dwujęzyczny używa języka jako środka komunikacji w codziennych sytuacjach. Warto zapytać wprost, który z tych dwóch modeli placówka realizuje, bo nazwy bywają używane wymiennie.

Czy angielski w żłobku opóźni mowę mojego dziecka?

Nie stawiamy diagnoz i przy wątpliwościach kierujemy do logopedy. U nas rozwój mowy jest co roku sprawdzany przesiewowo, a w przedszkolu prowadzimy grupową terapię logopedyczną, więc ewentualny problem widzimy wcześnie i mówimy o nim rodzicowi.

Od kiedy dziecko może być w grupie dwujęzycznej?

Przyjmujemy dzieci od dwudziestego tygodnia życia i od początku prowadzimy grupy dwujęzyczne. Kontakt z językiem jest wtedy bierny i taki ma być.

Zacznijmy od rozmowy

Immersji nie da się ocenić z opisu na stronie, bo każda placówka napisze o sobie to samo słowo. Da się ją usłyszeć w sali. Zapraszamy na wizytę: posłuchaj, w jakim języku opiekunka mówi do dzieci, kiedy nikt jej o to nie prosi, i zadaj te cztery pytania.

Zapisy do żłobka na Bielanach · Zapisy na Pradze Północ

Więcej o tym, jak wygląda dwujęzyczność w naszych grupach: Dwujęzyczność w Kids First.

Autor: Katarzyna Szulc, organ prowadzący Kids First, certyfikowany trener Family Lab.